- Nina ! Śpiochu, wstawaj ! - wykrzyczała mi do ucha Costanza. Otworzyłam jedno oko. Potem drugie. Blask promieni słonecznych był oślepiający.
- Cos, daj mi spokój. Są wakacje ! - mruknęłam rzucając w nią poduszką.
- Nie ma szans ! - powiedziała śmiejąc się, a następnie zdarła ze mnie kołdrę. - Jest piękna pogoda. Nikt nie siedzi teraz w domu, a już na pewno nie śpi.
- Oh, w porządku - odparłam podnosząc się ociężale z łóżka. Udałam się w stronę szafy. Wyciągnęłam koszulkę z kotem, czarne szorty z wysokim stanem. Poszłam do łazienki w celu ogarnięcia się. Umyłam twarz, zęby; pomalowałam rzęsy tuszem i byłam gotowa.
- Skoro tak bardzo chciałaś mnie gdzieś wyciągnąć, to mam nadzieję, że masz jakieś plany... - odezwałam się czesząc moje blond włosy w wysokiego kucyka.
- Oczywiście. Pójdziemy się przejść, a później wstąpimy do naszej ulubionej kawiarenki i będziemy podziwiać chłopaków - westchnęła patrząc rozmarzona w dal. Wywróciłam oczami. - To jak, gotowa ?
- Poczekaj chwilę, jeszcze śniadanie - wytknęłam w jej stronę język. Zbiegłyśmy na dół. W kuchni krzątała się moja mama, a tata pewnie już wyszedł. Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie. Godzina jedenasta.
Usiadłyśmy przy stole znajdującym się w samym środku pomieszczenia.
- Smacznego - powiedziała mama ciepło się uśmiechając, po czym postawiła talerz z naleśnikami tuż przed moim nosem. Zaczęłam konsumować posiłek. Muszę przyznać, że zrobiłam to w ekspresowym tempie.
Ubrałam moje ulubione, białe conversy i opuściłyśmy dom.
- Mam dla ciebie niespodziankę - pisnęła podekscytowana Cos. Zrobiłam zniesmaczoną minę. Przeważnie jej "niespodzianki" to jakieś randki w ciemno. - Spokojnie. To ci się spodoba.
- W takim razie słucham - uśmiechnęłam się lekko.
- Wczoraj rozmawiałam z tatą i powiedział, że ma dla mnie i jednej osoby towarzyszącej tygodniowy rejs statkiem do Grecji, a później miesięczny pobyt w hotelu. Świetnie, nie ?
- Tak, mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić... - oznajmiłam.
- Halo ! Jedziesz ze mną ! - krzyknęła, tak głośno, że z pewnością połowa ulicy to usłyszała.
- Wiesz jacy są moi rodzice... Najchętniej zamknęliby mnie w domu na klucz, żeby tylko nic mi się nie stało - westchnęłam.
- A ty wiesz, że jestem w stanie przekonać ich do wszystkiego - dała mi kuksańca w bok.
- Bądźmy dobrej myśli - odparłam.
Postanowiłyśmy wybrać się w okolice fontanny di Trevi. Oczywiście był to pomysł Costanzy, przecież tam jest najwięcej turystów. Bardzo ją lubię... Jest wręcz dla mnie jak siostra, której póki co nie mam. Moja mama spodziewa się dziecka. Nie mogę się doczekać ! Przez prawie szesnaście lat byłam sama. Cos poznałam trzy lata temu, co nie znaczy, że dalej nie byłam samotna. Przyjaciółka często musi pomagać rodzinie w pizzerii, stąd brak czasu dla mnie. Och, gdyby tylko tata zgodził się na ten wyjazd... Potrzebna jest do tego idealna atmosfera. Rodzinny obiad, wszyscy szczęśliwi, opowiadają sobie co ciekawe się zdarzyło. Mama zawsze podporządkowuje się jego decyzjom.
Po kilku minutach drogi byłyśmy u celu. Idealna temperatura, prażące słońce i masa ludzi robiąca zdjęcia. Delikatna wilgotność powietrza z parującej wody w fontannie powodowała, że klimat był tam fantastyczny.
- Chodźmy już lepiej do tej kawiarni - zaproponowałam. Dziewczyna przytaknęła. Chwilę później składałyśmy zamówienie. Costanza standardowo wzięła czekoladowego shake'a, a ja koktajl owocowy.
- Opowiesz mi coś więcej o tym rejsie ? - spytałam stukając paznokciami o blat.
- Z tego co zrozumiałam to rejs jest jakimś ekskluzywnym statkiem, tata powiedział, że to nagroda za dobre wyniki w nauce i pomoc w pizzerii. Jest tam basen, sala gier, club, a w nocy imprezy; i tak dalej. Rejs trwa tydzień, czyli kończy się po dopłynięciu na Kretę. Zakwaterowanie w pięciogwiazdkowym hotelu, gdzie też jest dużo atrakcji. I najważniejsze... Hotel jest przy plaży, więc będziemy tam często przebywać - uśmiechnęła się kończąc swój monolog. Kelner przyniósł nam zamówienia, a ja zaczęłam wymyślać argumenty, aby przekonać rodziców.
~*~
- To jak. Zgadzacie się ? - spytałam robiąc oczy a'la kot ze Shreka. Zniesmaczona mama popatrzyła znacząco na tatę. - Dodam, że to lepsze niż siedzenie całe wakacje przed laptopem, nie sądzicie ?
- No dobra, jedziesz - powiedział zrezygnowany ojciec. Zaczęłam piszczeć z radości. Pobiegłam na górę się spakować. Wydarłam spod łóżka czerwoną walizkę. Zaczęłam wyciągać z szafy ubrania, buty, kostiumy kąpielowe, kapelusze. Z szuflady w komodzie zabrałam kosmetyki, okulary przeciwsłoneczne i jakąś drobną biżuterię. Spakowałam także ładowarki : do telefonu i laptopa.
Po jakiejś godzinie byłam gotowa, więc postanowiłam powiadomić Cos, że jedziemy razem.
N : Cos ! Nie uwierzysz ! Zgodzili się ! aaaa !
C : Wiedziałam !
N : Niby skąd ?
C : Ja wiem wszystko
N : No chyba nie ! O której jutro ?
C : Przyjedziemy po Ciebie o dziesiątej trzydzieści.
N : Taaak wcześnie ?
C : Nie marudź śpiochu ! Paaa.
N : Heeej.
Pierwszy raz pojadę na wakacje nie do Anglii czy Szkocji, tylko do Grecji ! Zawsze marzyłam, żeby odwiedzić ten kraj. Bardzo ciekawi mnie historia Greków, wszystkie mity i zabytkowe budowle. To niesamowite !
Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w piżamę. Położyłam się na łóżku i z błogim nastrojem odpłynęłam do krainy morfeusza.
// Za wszelkie niedociągnięcia, błędy zarówno interpunkcyjne jak i językowe przepraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz